Kredyt mieszkaniowy najtańszym sposobem na własne „m”

Biorąc pierwszy kredyt mieszkaniowy musiałem wysłuchać wielu narzekań ze strony rodziców typu „co ja robię biorąc takie zobowiązanie na własną głowę w takim wieku-czy nie mogę mieszkać w wynajmowanym mieszkaniu”. Bardzo się wtedy denerwowałem bo wiedziałem, że kredyt mieszkaniowy jest najtańszym sposobem na własne „m”.

Mieszkając w stolicy takiego kraju jak Polska można czuć się bardzo dziwnie. Kraj, który niedawno wyszedł z niewoli komunizmu, jest daleko w tyle za największymi potęgami świata ma prawie najdroższą stolicę na świecie pod względem kosztów utrzymania. Szczególnie dotyczy to nieruchomości, których ceny (zakupu i wynajmu) były relatywnie bardzo wysokie.
Jako młody student musiałem wynajmować tylko 1 pokój bo nie było mnie stać na więcej. Od razu przyrzekłem sobie wtedy, że jak tylko będę miał pieniądze albo będzie mnie stać na kredyt mieszkaniowy to od razu kupuję sobie własne mieszkanie. Choćby to miała być kawalerka.

Moje szczęście polegała na tym, że pracę zacząłem jeszcze przed epicentrum boomu na rynku nieruchomości (w sensie wystrzału cen) a już w czasie kiedy banki naprawdę chętnie udzielały kredytów mieszkaniowych. W ten sposób mogłem starać się o kredyt i zakup 2 pokojowego mieszkania na Ursynowie – mojej ulubionej dzielnicy. Cena mieszkania, które znalazłem wynosiła 170 tys. zł-jak na tamte czasy bardzo dużo jednak ja czułem intuicyjnie, że wkrótce takie ceny będą tylko marzeniem. Zacząłem więc kalkulować jaki wziąć kredyt mieszkaniowy. Praca w banku upoważniała mnie do dość solidnej pensji oraz premii, które zaczęły również być brane pod uwagę przez banki przy kalkulowaniu zdolności kredytowej. Formalnie więc stać mnie było na kredyt mieszkaniowy.

W tym czasie płaciłem za wynajem pokoju 1200 zł plus opłaty licznikowe. Rata kredytu mieszkaniowego na te 170 tys. zł (zapewne jako jeden z pierwszych brałem kredyt hipoteczny we frankach) wyniosła ok. 700 zł więc w porównaniu do ceny wynajmu bardzo mało. Moi rodzice nie byli jednak przekonani taką argumentacją. Twierdzili, że zakładam sobie mocne kajdanki, które zwiążą mnie z bankiem na długie lata. To stwierdzenie akurat miało sens, tyle że ja wiedziałem iż kredyt mieszkaniowy można spłacić wcześniej. A skąd wziąć na to pieniądze? Oczywiście trudno uzbierać ponad 100 tys. w kilka lat. Ale liczyłem już wtedy, że będę mógł sprzedać za kilka lat mieszkanie, spłacić kredyt i kupić coś większego.

Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Jeszcze przez 5 lat ceny rosły a ja swoje mieszkanie na pocz. 2007 roku sprzedałem za 380 tys. zł. Spłaciłem kredyt mieszkaniowy w wysokości 140 tys. zł bo w tym czasie złoty mocno zyskał na wartości więc kwota kredytu do spłaty mocno spadła. Kupiłem ponownie mieszkanie tym razem 100 metrowe na Ursynowie i mogę spokojnie wprowadzać się tam z dużą rodziną. Kredyt mieszkaniowy okazał się w moim przypadku najtańszym sposobem na własne małe i duże „m”.

Piotr

Trackback This Post | Subscribe to the comments through RSS Feed

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.